„Zachowuję w głowie obrazy, działania, tematy…” – Marek Waszkiel o Małych Warszawskich Spotkaniach Teatralnych.

Z Markiem Waszkielem, kuratorem tegorocznych Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych, rozmawia Mania Wojciechowska.

55cae7d537c68_o,size,969x565,q,71,h,d012a3.jpgzdj.: archiwum współczesna.pl

Mania Wojciechowska: Jako studentka Wiedzy o Teatrze przeszłam dość gruntowny kurs teatralny, m.in. lalkowego, w tym dziecięcego. Zostałam totalnie oczarowana, ale jak zainteresować teatrem dziecko?

Marek Waszkiel: Dzieci nie potrzebują specjalnych zachęt. Są otwarte, zawsze gotowe, żeby poznawać coś nowego. I z reguły natychmiast łapią bakcyla teatru. Problemem bywają ich opiekunowie, wychowawcy, rodzice. Po pierwsze, muszą znaleźć czas na wizyty z dziećmi w teatrze; po drugie – i to ważniejsze – muszą znaleźć w sobie chęć rozmowy z dzieckiem. Współczesne spektakle (jeśli nie są to klasyczne adaptacje starych bajek) wymagają komentarza, gdyż dotykają skomplikowanych problemów, przed którymi uciekamy. Prowokują pytania, które wymagają choćby próby odpowiedzi. Wreszcie, posługują się środkami teatralnymi, których często nie znamy, więc nie umiemy wkomponować w nasze stereotypowe myślenie o wartościach, o pięknie, o jakości.

Jest Pan wielokrotnym kuratorem Małych WST. Wybiera Pan przedstawienia, które zostaną ocenione przez najsurowszych krytyków – dzieci. To duża odpowiedzialność. Czym się Pan kieruje?

Trudno nie odczuwać stresu. Ale… wybieram to, co mnie samemu się podoba. Czasem, bo temat atrakcyjny; czasem – bo ze sceny tryska niebywała energia; kiedy indziej – bo oszałamia mnie wizualna strona spektaklu, albo aktorska, albo lalkowa; wreszcie – bo przedstawienie zachwyca młodego widza, a i ja nie pozostaję obojętny, zachowuję w głowie obrazy, działania, tematy. Im tych elementów więcej – tym jestem pewniejszy własnej decyzji. Nie ma dobrego spektaklu dla dzieci, który nas – dorosłych – nie zainteresuje.

32130813_1965166446828212_298877462639542272_o.jpg,,Odlot” – 24 maja

Teatr dla dzieci musi zachwycać formą czy tematyką? Czym wyróżniają się spektakle, które zaprosił Pan do tegorocznej edycji?

Każdy jest inny i dlatego są ciekawe. Byłoby cudownie, gdyby choć część widzów zobaczyła cały program. Wtedy pewnie łatwiej określić własny gust, upodobania. Prywatnie coś lubię bardziej, coś mniej, ale jako kurator wybieram spośród pewnej oferty i staram się pokazać bogactwo gatunku, nawet jeśli niektóre jego odmiany mnie samego mniej interesują. Ale jeśli są na wysokim artystycznym poziomie, jeśli poruszają nasze emocje, powinny się znaleźć w programie.

Na jakie przedstawienia rodzice najchętniej zabierają dzieci. Czy wciąż królują bajki o Jasiu i Małgosi, czy rodzice szukają nowych form i tematów?

Rodzice są różni, ale bez wątpienia łatwiej ich zainteresować klasycznymi bajkami. Mają wówczas poczucie, że spełnili rodzicielski obowiązek i sprawa załatwiona. Ale nie brakuje i innych rodziców, którzy wraz z dziećmi chcą odkrywać świat. To najciekawsza publiczność, ale i wymagająca.

Najpiękniejsze przedstawienie dla dzieci, które miał okazję Pan zobaczyć?

Wiele takich było. Nigdy nie zapomnę duńskiego spektaklu, w którym na scenie było tylko okno. Ono się otwierało i zamykało, na parapecie stały kwiaty, przeciągał się kot, a sprawczynią wszystkiego była zjawiskowa aktorka. Chwytała ręką kulę nad oknem, która zamieniała się w świecące słońce albo błyszczący księżyc. Można powiedzieć, że niewiele się działo, lecz nie było sposobu, by oderwać oko od fascynującej rzeczywistości. Animatorka budowała minimalnymi środkami prawdziwy cud.

32474739_1969683166376540_4604549625322405888_o.jpg,,Chłopcy z Placu Broni” –  21 maja

 

Dlaczego w ogóle? Co jest w teatrze lalkowym wyjątkowego, że poświecił Pan mu życie?

 

O naszych wyborach z reguły decydują przypadki. W końcu lat siedemdziesiątych, jak wielu moich kolegów, fascynował mnie teatr. Z wypiekami oglądaliśmy przedstawienia na WST, siedząc w przejściach, na proscenium, w kulisach, jeździliśmy nocami do Krakowa. I pewnego razu zobaczyłem spektakl lalkowy dla dorosłych. Potem następny, kolejny i uznałem, że takiej siły trudno szukać w przedstawieniach aktorskich. Aktor z lalką to niezwykłe spotkanie. Żywy człowiek i martwa forma, totalna kreacja, magia nie mająca ani czasu, ani przestrzeni. Od lalek dla dorosłych doszedłem do spektakli dziecięcych, bo do nich głównie adresowali przedstawienia lalkarze. A kiedy wszedłem w wielki świat lalkarstwa w wymiarze światowym, nie było już potrzeby oglądania się wstecz. Lalkarstwo jest nieograniczone. Ale tegoroczne Małe WST nie będą lalkowe. Ze spektakli jednego sezonu nie da się ułożyć dobrego programu lalkowego. To będzie teatr dla dzieci posługujący się różnymi środkami. Bo taki jest teatr dla dzieci.

Bardzo dziękuję za rozmowę, a Państwa zapraszamy na Małe Warszawskie Spotkania Teatralne! Do zobaczenia na widowni!

Marek Waszkiel – wykładowca Akademii Teatralnej w Warszawie i w Białymstoku, znawca teatru lalkowego, m.in. były dyrektor poznańskiego Teatru Animacji.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s